M.W  Dołączył: 20 Sie 2008
Cytat


W przeciwieństwie do wielu współczesnych fotografów, Soth pracuje z wielkoformatowym aparatem 8x10 cali , który, biorąc pod uwagę czas potrzebny na przygotowanie fotografii, tworzy intensywną relację między artystą a obiektem. Artysta uważa to za sedno swojej pracy. Swoje projekty dokumentalne wykonuje wieloma konstrukcjami aparatów wielkoformatowych. „Sleeping by the Mississippi” wykonał aparatem R.H Philips and Sons 8x10 Compact, wyposażonym w obiektyw Nikona 300mm. Cykl „Niagara”uzupełnił modelem Canham 8x10 z obiektywem Nikon 800mm oraz Super-Angulon 210mm.

W jednym z wywiadów podzielił się swoimi przemyśleniami na temat tego rodzaju aparatu: „W pewnym momencie spojrzałem na uwielbianych przeze mnie fotografów i zauważyłem, że inspiruję się większością, którzy używali tego formatu (Nicholas Nixon, Sally Mann, Stephen Shore, Joel Sternfeld, Roger Mertin, Joel Meyerowitz). Ponieważ działało to dla wszystkich tych ludzi, pomyślałem, że warto spróbować. I jak się okazuje, jest coś specjalnego w tym formacie. Poza rozdzielczością i czystością tonalną negatywu, obiektyw 300 mm oddaje świat w naprawdę wyjątkowy sposób. Ale to, co naprawdę uwielbiam, to proces oglądania. Obraz widziany przez aparat jest po prostu tak piękny. Chociaż format jest dość niepraktyczny, nie
wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie zrezygnować z widoku".
autor: Tomasz Bohm
 
M.W  Dołączył: 20 Sie 2008
Cytat


Mateusz Kiszka (ur.1985)

W swojej pracy artystycznej zajmuję się szeroko rozumianym dokumentem fotograficznym. Szczególnie interesują mnie tematy dotykające historycznych doświadczeń miejsc, poprzez które mogę opowiedzieć o indywidualnym empirium. Inspiruje mnie fotografia amerykńska lat 70 i 80 XX wieku. Pracuję na wielkoformatowej kamerze 4×5 cala.

Celem pracy nad jego najbardziej rozpoznawalnym projektem „Martwa Wisła ” było przedstawienie terenu sztucznego ramienia Wisły w Gdańsku, które miało w założeniu uregulować tory rzeki w czasie wiosennych roztopów. Na zdjęciach znalazły się „wymierające” obecnie wsie rybackie, wraki brytyjskich statków, którymi po II wojnie światowej dostarczano żywność, popadająca w ruinę Stocznia Gdańska, grobla zbudowana w XVII wieku przez osadników holenderskich oraz Westerplatte. Zdjęcia powstały głównie z potrzeby „ocalenia” pejzażu, który znika bezpowrotnie.

„Praca z wielkoformatowym aparatem różni się tyle od pracy aparatem cyfrowym, że jest to znacznie wolniejsza praca. Trzeba być człowiekiem bardziej świadomym, nie nosi się aparatu na szyi, aparat jest zazwyczaj schowany i bardzo ciężki. Dopiero rozstawiając aparat, widzi się
kadr jaki chciałoby się zarejestrować. Trzeba zatem najpierw zobaczyć ten kadr bez aparatu i uzmysłowić sobie jak on będzie wyglądał na nagatywie.”


Martwa Wisła to zamknięte ramię rzeki, które liczy dwadzieścia cztery kilometry. To sztuczne ujście Wisły do Bałtyku zostało wykopane po to, by wiosną wezbrane i pełne kry wody Wisły nie tworzyły zapór lodowych, które mogłyby zmusić rzekę do przetorowania sobie nowego ujścia w niepożądanym miejscu. Do takiej właśnie sytuacji doszło w 1840 roku, gdy na tym terenie wezbrane wody największej polskiej rzeki, w wyniku zatoru lodowego, przerwały wydmy Mierzei Wiślanej i utworzyły nowe ujście rzeki nazywane Przełomem Wisły. Jak mówi sam autor: „ Nie zdecydowałem się na fotografowanie Wisły na odcinkach, które są bliżej mojego domu, ponieważ ważny był dla mnie motyw drogi, jaką musiałem pokonać
najpierw do Gdańska, a później wzdłuż martwej Wisły. To wiązało się ze wszystkimi przygotowaniami, noszeniem i przygotowaniem aparatu. Chciałem nawiązać tym do etosu fotografii amerykańskiej.”
 
M.W  Dołączył: 20 Sie 2008
Cytat

https://www.akramarz.com/

Jak rozpocząłeś przygodę z aparatem wielkoformatowym ? Jak wspominasz pierwsze zdjęcia ?

Trudno to nazwać przygodą. Zakup aparatu podyktowany był ideą projektu Kawałek Ziemi , który zacząłem realizować w 2008. Jakoś w owym czasie, pod koniec 2007 roku lub z początkiem 2008 zakupiłem aparat 4x5 cala. Wiedziałem, że fotografie które powstaną w tym cyklu nie będą w żaden sposób spektakularne w powszechnym tego słowa znaczeniu.
Bardziej zależało mi na spokoju, uwadze, skupieniu, I chyba śmiem powiedzieć kontemplacyjności tego medium, oraz na znakomitej jakości. Ta ostatnia rzecz, w mojej praktyce nie zajmuje nabożnej i nadrzędnej roli, lecz w tym poszczególnym cyklu poczucie /złudzenie realizmu jest istotnym elementem .

Pierwsze zdjęcia wylądowały na wystawie. A właściwie to muszę wprowadzić korektę; pierwsze zdjęcia na wielkim formacie powstały w Bośni i Hercegowinie- tych nigdy nie użyłem na wystawie, lecz nie z powodów technicznych czy artystycznych. W ostatecznej wersji Kawałek Ziemi ograniczyłem do miejsc z czasu II Wojny Światowej na terenach Polski i Ukrainy.

Nie chcę powiedzieć, że nie było pomyłek w stylu podwójnych naświetleń, niedomkniętych kaset, itd. Jednak proces był dość szybki. Miał w tym dużą zasługę mój przyjaciel, Andrzej Georgiew.

Czy korzystałeś z różnych konstrukcji/modeli ? Jaki egzemplarz jest obecnie twoim głównym narzędziem ?

Od początku, aż do tej pory używam tego samego aparatu; Wista SP. Zanim dokonałem zakupu popróbowałem kilku konstrukcji dzięki uprzejmości np. Marka Gardulskiego, ale w końcu zdecydowałem się na Wistę. Tak z powodów ekonomicznych jak również uniwersalności tego aparatu i mocowania obiektywów. Dzięki konsultacji z Andrzejem Georgiewem, wiedziałem, że ten aparat daje mi wystarczająco możliwości do pracy. Zresztą
wolałem zainwestować więcej w obiektywy niż w samą skrzynkę.

Jakie projekty lub ich części wykonałeś tego typu aparatem ?

Kawałek ziemi/ A Piece Of Land (2008-2010) w całości powstał na 4x5 cala. Instalacja wystawy składa się również z nagrań video, wywiadów oraz tzw. field recordings. W tym samym czasie pracowałem również nad wystawą Pętle/ Loops do galerii w Warszawie.

Wystawa ta w głównej mierze podejmuje wątek moich osobistych relacji z miejscami i czasem. W sposób naturalny pomieszałem w niej moje doświadczenia z filmami, formatami, technikami. Format 4x5 są częścią tych doświadczeń.

Wykonałem też cykl fotografii na grupową wystawę pt. Zmiana Ról, zorganizowaną przez Stowarzyszenie J’Arte z Mielca, gdzie każdy z pośród zaproszonych fotografów (Kuba Dąbrowski, Łukasz Trzciński, Kinga Bielec, Aleksander Gładysz, Paweł Wolanin i ja, oraz Wojciech Nowicki w roli kuratora) realizował indywidualną perspektywę Podkarpacia.

Dlaczego zdecydowałeś się na wykorzystywanie aparatu wielkoformatowego w swojej pracy ?

Lubię kontemplacyjność pracy z wielkim formatem, lubię kiedy muszę zwolnić, i w końcu lubię się czarną szmatą oddzielić od świata. Dodatkowym czynnikiem było to, że fotografia cyfrowa wówczas nie dawała tak dobrych rezultatów. Średni format również.

Z jakimi utrudnieniami i niedogodnościami spotkałeś się podczas pracy z wielkim formatem ?

Z każym rokiem praca z wielkim formatem wydaje mi się trudniejsza z powodów ograniczeń dostępności laboratoriów fotograficznych wywołujących filmy. Kiedy ja zaczynałem, miałem w Polsce problem z dobrymi labolatoriami, którym można było zaufać i które przyjmowałyby 4x5 w procesie C-41 czy E-6 w ogóle. W końcu sam zakupiłem procesor Jobo CP2 i wywoływałem sam własne filmy. Potem przeprowadziłem się na Hawaje. Sprowadziłem swój procesor do obróbki filmów lecz po wydarzeniach z Nowego Jorku 11/09, US Postal Service wprowadził bardzo duże ograniczenia w przesyłaniu materiałów chemicznych. Tetenal Kit C41 oraz E6 jest na liście ORM-D- nie mogę zatem dokonać wysyłki na wyspy. Początkowo
wysyłałem swoje filmy do San Francisco, jednak zaprzestałem tej praktyki po fakcie, kiedy straciłem gdzieś w drodze pocztowej owoc 3-miesiecznej pracy nad projektem Invisible Maps. Poczta chciała mi zwrócić pieniądze o wartości filmów. Nie bagatelnym utrudnieniem tutaj jest utylizacja chemii, której osobiście nie chcę spuszczać do kanału. Do procesu czarno-białego używam chemii przyjaznych dla środowiska, Legacy Eco-Pro, więc przynajmniej problem utylizacji odpada.

Przyszłość fotografii wielkoformatowej – jak ją widzisz oczami wyobraźni ?

Prognozowanie nie leży w kręgu mojej uwagi. Nie myślę o tym w ogóle. Nie umiem także powiedzieć w jaką stronę zmierza sposób fotografowania, choćby z tego powodu, że kompletnie tego nie śledzę. Z drugiej strony, wszystko z natury rzeczy ulega nieustannej zmianie, transformacji, modom. Każdy z tych stanów jest przejściowy, więc nie wydaje mi się istotnym zawracanie sobie tym głowy. autor: Tomasz Bohm
 
M.W  Dołączył: 20 Sie 2008
Cytat

http://www.filipcwik.com/

Szeroki kadr/Filip Ćwik

Filip Ćwik urodzony w 1973 roku, jest absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Współzałożyciel i członek agencji
Napo Images i Fundacji Napo. Laureat World Press Photo w kategorii Ludzie i Wydarzenia i Sony Photography Awards, nagradzany również w konkursach
Grand Press Photo i BZ WBK Photo. Prowadzi w Warszawie autorskie studio portretu Studio 810.

Obecnie realizuje własne projekty, niejednokrotnie wykraczające poza definicję dokumentu, często skupiające się wokół portretu. W swoich pracach zwraca uwagę na wszelkie aspekty dotyczące egzystencji i kondycji człowieka. Interesują go relacje bezpośrednie, jak i przejawy skrajnych zachowań i
doświadczeń

W 2012 roku Ćwik zrealizował projekt "12 twarzy/faces " – w zaimprowizowanym studiu w obozie dla syryjskich uchodźców sportretował wielkoformatowym aparatem, ofiary reżimu Baszszara al-Asada. Powstał z tego album fotograficzny, którego uzupełnieniem są spisane wspomnienia bohaterów zdjęć. Fotografie posiadają charakterystyczne wżery i uszkodzenia,
które z pozoru można uznać za wady, natomiast w tym przypadku są jednoznacznie atutem. Autor z premedytacją zostawił, ramki, uszkodzenia emulsji, tym samym dorabiając kolejny wymiar interpretacyjny dla wspaniałych portretów.

Jak rozpocząłeś przygodę z aparatem wielkoformatowym, od czego się zaczęło.

Od tego, że stałem się fotografem. Po prostu. Już dawno miałem do czynienia z wielkim formatem, więc było dosyć tradycyjnie. Byłem reporterem, pracowałem na małym obrazku, później na średnim, a na końcu zacząłem już używać wielkiego formatu.

Czyli ewolucja. Naturalna kolej rzeczy w jakiś sposób.

Tak, dokładnie. Najpierw był mały format, później był średni, a po nim był wielki. Ale to nie jest też tak, że obecnie fotografuję jedynie na wielkim, ja fotografuję różnymi rodzajami aparatów. Przez jakiś czas zajmowałem się też fotografią otworkową, 25-30 lat temu. I to mnie zainteresowało – sama materia.

Przez tyle lat stażu rozumiem korzystałeś z różnych konstrukcji, modeli ?

Tak - do tej pory mam 6 albo 7 wielkoformatowych kamer. Przeróżnych. Mam 8x10 Sinara, 4x5 też Sinara, Graflexa ze świetnym szkłem, które jest powodem, że nadal z niego korzystam.

A który egzemplarze jest obecnie Twoim głównym użytkowym ?

Aktualnie używam dwóch, do 8x10 Sinara, a do 4x5 Linhofa. Tyle, że tutaj głównie chodzi o szkła. Narzędzie nie ma znaczenia. Skrzynka to skrzynka.

Dlaczego zdecydowałeś się na używanie aparatu wielkoformatowego w swojej pracy ?

To jest tak, że ja w jakiś sposób nie traktuję tego w kategoriach czysto fotograficznych. Interesuje mnie oczywiście obrazek wielkoformatowy, jako narzędzie. Ale przede wszystkim interesuje mnie ten ślad, który się odbija. Stąd się to wzięło. Zacząłem 8x10, bo interesowało mnie przełożenie rozmiarów zbliżone do 1:1. Gdy fotografuję twarz, cenię sobie , gdy negatyw jest zbliżony do naturalnych proporcji człowieka.

Czyli ta fizyczność ?

Tak. A po drugie, dosyć mocno zainteresowała mnie – w tamtym czasie oczywiście – bo teraz jest trochę inaczej już – stykowa fotografia. Czyli dojście do takiej perfekcji, opanowania warsztatu, by móc swobodnie pracować stykowo.

Jak możesz się zatem wypowiedzieć na temat przyszłości fotografii wielkoformatowej, jak myślisz – w jakim kierunku to będzie zmierzało ?

Nie zastanawiam się ogólnie nad fotografią jako taką. Przeszedłem już ten moment zachłystnięcia się formą. Tzn. forma mnie jak najbardziej interesuje, ale chyba nigdy nie miałem takiej fascynacji sprzętowej. Martwi mnie za to fakt, że coraz trudniej dostać materiały światłoczułe. Mimo wszystko uważam, że ten rodzaj fotografii ma duże szanse, bo obraz jaki generuje jest zupełnie inny. Choć z drugiej strony zacząłem fotografować
ostatnio, średnioformatowym aparatem cyfrowym Fuji GFX. Można do niego wykorzystać obiektyw 110mm, który jest genialny. Obraz tam wygląda pięknie i bardzo przypomina wielkoformatowe kamery, ale tak jak wspomniałem, mnie interesuje ta fizyczność. Fakt, że znegatywem można coś
zrobić. Można pokombinować, można się pobawić, można go porysować, można go pomalować, można go pociąć. A nie można tego zrobić przy pliku
cyfrowym. Coraz bardziej interesuje mnie eksperyment, na takim poziomie wizualnym.

Studio, które prowadzisz jest ewenementem na mapie Polski, jeżeli chodzi o komercyjne wykonywanie portretów wielkim formatem. Powiesz mi, czy dla klientów ma jakiekolwiek znaczenie narzędzie, jakim wykonano im zdjęcie, czy ich interesuje tylko efekt finalny ?

Ja myślę, że w ogóle wielki format, czyli sama kamera, powoduje dwie rzeczy. Ludzie, którzy przychodzą do mnie wykonać portret, zdają sobie sprawę, że mają do czynienia z czymś poważnym. I to ważne. Ta kamera wzbudza respekt. Jest zetknięciem się z inną materią. Chodź tutaj nie chodzi głównie o format negatywu, czyli o to, jakie jest zdjęcie finalne, ale fakt, że ludzie łapią pewnego rodzaju dystans do siebie czy świata. To wynika z tego, co
kiedyś Grotowski robił z teatrem. Portretowani pozbywają się jakiś swoich naleciałości. To długotrwały proces. Nie wygląda to tak, że ich ustawiam, włączam światło i robię zdjęcie. Ja dosyć długo czekam - daję im komfort, żeby mogli poprzebywać w ciszy.

Czyli to taka fotografia doznaniowa można powiedzieć.

Tak. Ja to nazywam takim performatywnym działaniem. Można powiedzieć, że jest to spotkanie się trochę z samym sobą. Mi to bardziej przypomina teatr, ale chyba bardziej dlatego, że kiedyś się tym mocno interesowałem, więc jest to jakby tego pokłosie. Na pewno robienie portretów 8x10 jest pewnym doświadczeniem. Sam efekt jest na końcu ważny dla ludzi, ale chyba to co przeżywają jest dla nich najważniejsze. Chociaż
zazwyczaj jest też tak, że ludziom nie podobają się te portrety wykonane wielkoformatowym aparatem. Wielki format obnaża. Ludzie nie są gotowi do tego, żeby się tak do końca obnażać. Doświadczyłem tego wielokrotnie, bo już od wielu lat zajmuję się portretem i mam takie wrażenie, że ci ludzie dopiero po paru latach doceniają to, co zobaczyli. Bardzo często mam tak, że ktoś do mnie pisze po 3-4latach, że miał w pudełku gdzieś to zdjęcie...

...i dojrzał do niego ?

Tak – i dojrzał do niego. I rzeczywiście tak trochę jest. Więc jest to bardziej swego rodzaju ślad, aniżeli taki typowy portret . To fotografia pewnej tożsamości - roli nas ludzi w społeczeństwie. Gdzie możemy czasami pobyć ze samym sobą, tak jak w zagonionym świecie, w którym żyjemy.
autor: Tomasz Bohm
 
M.W  Dołączył: 20 Sie 2008
Cytat

http://www.michalsiarek.com/

Fotopolis/Michał Siarek - wywiad z fotografem

Michał Siarek urodzony w 1991 roku, jest absolwentem Wydziału Fotografii na Łódzkiej Szkole Filmowej. Do najbardziej znanych prac
artysty należy cykl „Alexander” przedstawiającą losy Macedonii i jej burzliwych dziejów. Jest m.in. laureatem nagród The New East
Photo Prize, BZWBK Press Photo, czy Fidal Youth Photography. Jest współzałożycielem wydawnictwa Paper Beats Rock.
W swojej twórczości wykorzystuje wielkoformatowy aparat 4x5 jako komplementarne narzędzie do innych technik zarówno analogowych jak i
cyfrowych.

Fascynacja Półwyspem Bałkańskim sprawiła, że spędził trzy lata, pracując nad swoim debiutanckim projektem „Aleksander” na temat mitów i tożsamości narodowej w jednej z republik byłej Jugosławii. Alexander Michała Siarka to dokumentacja krótkich, lecz burzliwych
dziejów próby wykucia nowego mitu narodowego łączącego ten etnicznie i religijnie podzielony bałkański kraj. Populistyczny rząd macedoński, próbując zamaskować własną bierność w obliczu realnych wyzwań, postawił na gest symboliczny: politykę historyczną karkołomnie łączącą współczesną słowiańską Macedonię z antycznym wodzem Aleksandrem Wielkim.

Michał Siarek zestawia w swoim projekcie różne aspekty tego mitotwórczego trudu – jednym z nich jest architektoniczna przebudowa Skopje w myśl polityki „antykizacji”, czyli nadania modernistycznym budynkom niby-antycznych fasad. Na fotografiach widzimy kraj, który ulega gwałtownym zmianom zarówno wizualnym jak i ustrojowym. autor: Tomasz Bohm

Wyświetl posty z ostatnich:
Skocz do:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach